Wyższa kultura plażowania – wywiad z właścicielami beach barów ZaZoo i HotSpot

Gdzie spędzić wolny czas w piękny dzień we Wrocławiu? Na plaży oczywiście. Niech nie zmyli was jednak to, że stolica Dolnego Śląska nie leży nad morzem. Mieszka tu bowiem dwóch takich, co razem z dwoma innymi, usypali plażę, postawili na niej bar i stworzyli jeden z najlepszych w mieście punktów do wypoczynku na świeżym powietrzu. Gdzie jest to miejsce? Za zoo.

Mają po trzydzieści parę lat, lubią dalekie podróże, ale też mają głowy na karku. Może to właśnie dlatego ten -wydawać by się mogło – trochę szalony pomysł na biznes okazał się strzałem w dziesiątkę. Tomasz Żołyniak i Andrzej Bobak to współwłaściciele jednego z najchętniej odwiedzanych miejsc na mapie Wrocławia. Kultowe ZaZoo im jednak nie wystarczyło – w tym roku otworzyli drugą plażę miejską, czyli HotSpot, dzięki której udowodnili, że jeśli biznes jest tworzony z pasją, to piaszczystą plażę można usypać nawet w sercu wielkiego miasta.

Plażowanie nad morzem ma ostatnio nienajlepszy PR. Dlaczego więc plaża w sercu miasta okazała się miejscem kultowym?

Zazoo Beach Bar

Andrzej: To zupełnie inna bajka – plaża nad morzem i plaża w mieście – poza piaskiem tych dwóch miejsc w zasadzie nic nie łączy. Na plaży nad Bałtykiem jest faktycznie mnóstwo turystów i można powiedzieć, że nadmorska plaża nie wybiera, kto ją odwiedza. Natomiast my w ZaZoo staramy się wybierać odwiedzających nas gości. Celujemy w fajnego klienta poprzez klimat, jaki panuje na plaży, trochę unikalny, a na pewno zupełnie inny niż na plaży nad morzem.

Tomasz: Chcieliśmy przenieść do Wrocławia plażę w zupełnie innym wydaniu, niż ta nad morzem. Plażę rozumianą jako kultowe i niekomercyjne miejsce, gdzie można posłuchać fajnej muzyki, spotkać się ze znajomymi, poleżeć na leżaku. Dlatego właśnie organizujemy u siebie koncerty jazzowe i wyszukujemy niszowe zespoły, a całości tych muzycznych przedsięwzięć patronują Radio RAM i Radio Wrocław. M.in. w taki właśnie sposób dobieramy klientów, aby nie odwiedzali oni nas jedynie z przypadku, tylko żeby chcieli spędzać czas na naszej plaży i dobrze się tu czuli.

W miejscu, gdzie jest ZaZoo wcześniej był już pewien zalążek plaży – to się nie przyjęło. U Was jest 800 leżaków i zazwyczaj wszystkie są zajęte. Dlaczego zatem ZaZoo okazało się strzałem w dziesiątkę?

Andrzej: Wynika to z powodów, dla których to wszystko robimy. Gdybyśmy w całe to przedsięwzięcie zaangażowali niewielki nakład sił, tylko po to, aby osiągnąć pewien wynik finansowy, to ludzie by przychodzili do ZaZoo, ale już niekoniecznie by wracali. Natomiast my chcieliśmy zrobić coś naprawdę wyjątkowego nie tylko dla siebie, ale też właśnie dla ludzi dookoła. Każdy z nas ma też inną działalność, dlatego kryterium zysku mogło zejść na trochę dalszy plan. Zazoo powstało więc nie tylko z powodów komercyjnych – może to dlatego stało się takim hitem?

Tomasz: Nie chcieliśmy stworzyć beach baru, gdzie po prostu leje się piwo. Chcieliśmy, żeby to było miejsce, gdzie przede wszystkim my będziemy się dobrze czuli i będziemy się dobrze bawić.

Czyli zrobiliście plażę dla siebie, a przy okazji bawi się z Wami pół Wrocławia?

Andrzej: Pewnie, że tak.

Tomasz: Bo w zasadzie w takiej branży chyba właśnie o to chodzi – jest duża szansa, że w miejscu, gdzie ty się dobrze czujesz, równie dobrze będą się czuli twoi klienci.

Skąd wziął się pomysł z plażą – Tomek jest prezesem firmy i doktorem na Uniwersytecie Ekonomicznym, Andrzej prowadzi biuro podróży – dlaczego zatem zaangażowaliście się w taki właśnie biznes?

Tomasz: Tak naprawdę możemy wyróżnić dwie przyczyny. Po pierwsze, każdy z nas chciał zrobić coś dodatkowego dla własnej przyjemności, a nie dla wartości finansowych czy biznesowych. Coś, co wniesie jakąś nowość do przestrzeni miejskiej we Wrocławiu. A taką bezpośrednią inspiracją do powstania ZaZoo była nasza podróż do Meksyku, gdzie takich plaż było mnóstwo. Zobaczyliśmy wtedy fantastyczny klimat, jaki można stworzyć w takim miejscu, że beach bar może być czymś więcej, niż tylko budką z piwem otoczoną piaskiem. I szczęśliwie zupełnie przypadkiem udało się znaleźć właśnie tę lokalizację we Wrocławiu, która świetnie nadawała się na beach bar.

Jak to wyglądało ze strony organizacyjnej – we Wrocławiu nad Odrą coś się dzieje dopiero od kilku lat – powstają pierwsze bulwary, ścieżki spacerowe, aż w końcu pojawiacie się Wy. Byliście pierwsi i przetarliście drogę do plaż miejskich we Wrocławiu. Jaka była reakcja miasta na taki pomysł?

Andrzej: Sprawy urzędowe chyba nigdy nie są w naszym kraju łatwe. W tym przypadku też nie zawsze było z górki, a często nawet ostro pod górkę. Ale tu doskonale sprawdziła się zasada – dla chcącego nic trudnego. Gdy pojawia się jakaś bariera lub trudność, należy ją po postu przeskoczyć. Potrzebna jest tylko silna motywacja i wtedy nawet te urzędnicze formalności przestają być kłopotem.

Tomasz: Tak naprawdę o otwarciu beach baru myśleliśmy już kilka lat przed tym, jak powstało ZaZoo. W tym czasie jednak przez prawie 3 lata trwał remont wybrzeży Odry i Wrocławskiego Węzła Wodnego. Nie było więc możliwości realizacji naszego pomysłu przez wzgląd na modernizację wałów przeciwpowodziowych. I w końcu dopiero gdy na wiosnę 2016 roku prace się skończyły, mogliśmy ruszyć z budową ZaZoo. Od samego początku założyliśmy, że przedsięwzięcie spoczywa na naszych barkach i nie szukaliśmy wsparcia ze strony miasta. Jednak współpraca z Urzędem wyszła dość naturalnie, ponieważ okazało się, że miasto jest przychylne projektom, które mają przywrócić życie na wybrzeże Odry.

Czy zatem przy drugim Waszym beach barze, czyli HotSpocie, było Wam łatwiej?

Andrzej: Przy organizacji HotSpotu było zupełnie inaczej. Dzięki ZaZoo bardzo dużo się nauczyliśmy – tego, jak takie miejsce powinno działać, począwszy od samego procesu budowania baru i plaży, czy na zatrudnianiu odpowiednich ludzi skończywszy. Przy pierwszym barze to była w zasadzie praca od rana do wieczora, dzieliliśmy się obowiązkami i zawsze ktoś z nas był obecny na placu boju i nadzorował postęp działań. Później, po zatrudnieniu odpowiedniej osoby na stanowisko managera, nasza rola ograniczyła się już do kontroli tego co się tam dzieje i kształtowania tego miejsca.

Tomasz: Podczas tworzenia ZaZoo przecieraliśmy dopiero tę ścieżkę i uczyliśmy się nie tylko, jak zbudować i zorganizować beach bar, ale też jak stworzyć miejsce, które rozkocha w sobie ludzi, do którego będą chcieli wracać. Na początku przeżywaliśmy każdą gwiazdkę na Facebooku, bo opinie klientów są dla nas bardzo istotne. Dużą sztuką było połączenie oczekiwań klientów, o których dowiadywaliśmy się chociażby za pomocą Facebooka oraz ograniczeń, jakie wynikają z lokalizacji.

Andrzej: Z drugiej strony start HotSpotu był trudniejszy. Funkcjonowało już ZaZoo, w międzyczasie otworzyło się kilka innych beach barów i konsument stał się znacznie bardziej wymagający i świadomy. Dlatego robiąc HotSpot w dużej mierze posiłkowaliśmy się właśnie tymi facebookowymi gwiazdkami i opiniami, aby stworzyć jeszcze atrakcyjniejsze miejsce.

Do ZaZoo i HotSpotu przychodzicie zatem jak do pracy, czy do miejsca w którym się bawicie?

Andrzej: To nie jest takie proste. Ciągle widzimy pewne niedoskonałości lub rzeczy, które można zrobić lepiej. I to nie pozwala się tak zupełnie wyluzować i tak do końca dobrze bawić. Jak jestem w ZaZoo czy HotSpocie nie przestaję myśleć o tych miejscach, jako o swoich dzieciach, dla których chcę jak najlepiej. W związku z tym ciągle dążymy do tego, żeby coś poprawić.

Beach bar i plaża miejska to sezonowy biznes, a gastronomia jest trudnym rynkiem – kolejne knajpy pojawiają się i znikają. Jak zatem rozkochujecie w sobie ludzi i dlaczego po pół roku nieobecności tłumy do Was wracają?

HotSpot

Andrzej: Tak naprawdę klienci nie zdążą o nas zapomnieć. Zwykłe lokale gastronomiczne i outdoorowe miejsca jak nasze, to coś zupełnie innego. W sezonie, gdy jest ładna pogoda ludzie po prostu wolą spędzać czas na świeżym powietrzu, niż siedzieć w zamkniętych knajpach. Z resztą zwykłych lokali jest są we Wrocławiu setki, a plaż jest kilka. Dlatego zupełnie nie obawiamy się tej sezonowości, bo plaża i bar nad Odrą to po prostu dobry sposób, żeby spędzić czas we Wrocławiu.

Tomasz: Nasz sezon trwa od 1 maja do końca września. Bywa burzliwy przez pogodę – w tym roku np. wrzesień był bardzo deszczowy. Ale na tyle intensywnie wypełniamy nasz kalendarz w sezonie, organizujemy tyle ciekawych wydarzeń, że ludzie mocno przywiązują się do tego miejsca. Tak naprawdę już od stycznia zaczynamy planować kolejny sezon i przygotowywać działania na cały rok, więc ta sezonowość w zasadzie trochę się rozmywa.

A z biznesowego punktu widzenia ta zależność od pogody jest dużą wadą? Mocno to odczuwacie?

Tomasz: Jesteśmy 100% zależni od pogody, bo problemem bywa nie tylko deszcz, ale też silny wiatr. Staramy się jednak zorganizować to miejsce tak, aby z plaży można było korzystać nawet w czasie niepogody. Na razie są to plany, ale wyciągamy wnioski po zeszłym sezonie, kiedy to niepogoda potrafiła całkiem pokrzyżować nasze zamysły. Jednak te niepowodzenia w pełni rekompensują słoneczne dni, kiedy ludzie są spragnieni ładnej pogody i świeżego powietrza i tłumnie do nas przychodzą.

Andrzej: Duże poczucie komfortu daje nam fakt, że plaże nie są naszym jedynym biznesem i źródłem dochodu. Oczywiście, jak każde przedsiębiorstwo mają one generować zysk, jednak złe prognozy nie sprawiają, że siwiejemy i stresujemy się, bo ludzie nie przyjdą z powodu deszczu. Ten komfort właśnie pozwala tworzyć miejsce wolne od decyzji podjętych pod wpływem emocji. Bo to przede wszystkim chęć stworzenia fajnego miejsca, gdzie będziemy miło spędzać czas, spowodowała, że lokal zaczął przynosić pieniądze. To moim zdaniem najlepsza forma budowania tego typu biznesu.

Tomasz: Wiele osób zakładając jakiś biznes, myśli o nim jedynie w kategoriach zysku. To skupienie na finansach sprawia, że czasem niestety efekt bywa nienajlepszy. My kierowaliśmy się raczej pasją i chęcią zmiany otaczającej nas przestrzeni. To właśnie dlatego z ZaZoo wiążą się pewne emocje, które najzwyczajniej w świecie czują również nasi klienci. Dopiero za tym przyszły pieniądze, które pozwalają na funkcjonowanie tego miejsca.

Jak już mówiliście, byliście pierwsi we Wrocławiu z takim biznesem, napotkaliście po drodze różne trudności, zdarzało się, że mieliście pod górkę. Co Wam pomogło w takiej inicjatywie, w organizacji czegoś zupełnie nowego, czego w mieście nikt wcześniej nie robił?

Andrzej: Na pewno doświadczenia z naszych działalności było bardzo istotne. Poza tym obaj jesteśmy członkami Biznesowego Klubu Absolwenta i tam dzielimy się nawzajem wiedzą i doświadczeniem oraz obracamy w środowisku, które dostarcza bezcennych kontaktów. To właśnie te relacje biznesowe były bardzo pomocne.

Tomasz: Największą wartością tego klubu jest atmosfera wzajemnej pomocy i wsparcia biznesowego, właśnie w formie kontaktów czy barteru. Kontakty, jakie tam nawiązaliśmy pomogły nam znaleźć sponsorów, zorganizować ciekawe eventy czy kształtować ZaZoo. Poza tym członkowie klubu też obracają się w różnych środowiskach biznesowych, więc powstała pewna poczta pantoflowa, która pomogła rozreklamować nasz beach bar, jako miejsce na imprezy plenerowe. Ponadto znaleźliśmy też współpracowników -  w klubie jest też chociażby nasz dostawca kawy, brat właściciela Etno Cafe.

Jakie macie dalsze plany? Jakie inicjatywy we Wrocławiu pojawią się dzięki Waszej potrzebie miłego spędzania czasu?

Andrzej: Na pewno będziemy chcieli zrobić jeszcze kilka fajnych rzeczy we wrocławskiej gastronomii. Wrocław jest na tyle dużym i atrakcyjnym miastem, że wciąż jest wiele do zrobienia i jest na to przestrzeń. I na pewno w 2018 roku zrobimy cos jeszcze lepszego.

Tomasz: Chcemy dalej mieć wpływ na przestrzeń we Wrocławiu i chcemy żeby samo miasto się dalej rozwijało. Widzimy pewne światowe trendy i potrzeby, jakie we Wrocławiu pozostają niezaspokojone, związane np. ze spędzaniem wolnego czasu z dziećmi w sezonie letnim. Marzy nam się też zorganizowanie festiwalu muzycznego we Wrocławiu, bo takiego z prawdziwego zdarzenia jeszcze w mieście nie ma.

Andrzej: We Wrocławiu mało dzieje się wydarzeń w plenerze, a jest na to zapotrzebowanie, więc przestrzeń w HotSpocie na pewno do tego wykorzystamy.

Jaki jest zatem wasz przepis na udany biznes?

Andrzej: Dobór wspólnika i robienie czegoś, co się lubi. Jakbym miał podać złoty przepis na udany biznes, to na pewno jego postawami byłaby pasja i mądrzy wspólnicy, którym się ufa i z którymi się dobrze współpracuje.

Tomasz: Dokładnie.

Rozmawiała: Kamila Zalińska-Woźny